Naturalny sposób na zdrową cerę!

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Internet to dobra rzecz. Jeśli wiesz, czego szukasz, to z pewnością to znajdziesz. Plus zapewne doczytasz jeszcze kilka związanych z tematem ciekawostek. W najgorszym wypadku pooglądasz zdjęcia śmiesznych kotów i wrócisz do poszukiwań z innym słowem kluczowym. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z poszukiwaniem odpowiedniej pielęgnacji cery. No okej, nie załapałam się na śmieszne koty.

Jak niemal każda nastolatka zmagałam się z trądzikiem. Bywał mniej lub bardziej widoczny i w zasadzie niewiele mi przeszkadzał. Bardziej chyba przeszkadzał moim bliskim, którzy na każde urodziny/imieniny/Gwiazdkę/Wielkanoc/pierwszy czwartek miesiąca wręczali mi zestaw hiperprofesjonalnych przeciwtrądzikowych kosmetyków. Po zastosowaniu jednych przybierałam kolor pomidora, po innych obłaziłam ze skóry niczym wąż, jeszcze innym razem miałam tak ściągniętą skórę, że nieznajomi pytali mnie, czy się czegoś przestraszyłam.

Aż przyszedł dzień, kiedy postanowiłam odkryć tajemnicę tak różnego działania tak samo niby działających kosmetyków. I tu z pomocą przyszedł mi właśnie Internet. Okazało się, że są trzy szkoły leczenia trądziku: działanie antybakteryjne, najlepiej najsilniejszymi detergentami i alkoholem, działanie kwasem salicylowym i innymi kwasami hydroksylowymi, co ma za zadanie oczyścić pory, pozbyć się zaskórników, a przy okazji i skóry oraz stosowanie składników rozgrzewających bądź chłodzących we wszystkich kosmetykach z serii i w codziennej pielęgnacji stosowanie ich wszystkich naraz.

Wobec tego należało radykalnie zmienić dotychczasową pielęgnację: zrozumieć działanie kosmetyków na podstawie ich składów, które producent ma obowiązek zamieścić na etykiecie, zrezygnować z silniejszych detergentów, wprowadzić kosmetyki nawilżające skórę i wreszcie zapoznać się z kwasami hydroksylowymi ale w dużo niższych stężeniach. Ale najważniejsze – utwierdzić rodzinę w przekonaniu, że doceniam ich troskę o moją skórę i z uśmiechem informować „patrzcie, jak te nowe kosmetyki poprawiają mój lichy wygląd”.

Obecnie moja pielęgnacja wygląda tak: dwa razy dziennie mycie skóry żelami do twarzy z łagodnymi detergentami, stosowanie odpowiednio dobranych do mojej cery kremów nawilżających i raz w tygodniu usuwanie martwego naskórka poprzez peelingi. W pielęgnacji stawiam także na maseczki, najczęściej glinkowe bądź maseczki typu peel-off, które ściąga jednym wprawnym pociągnięciem. Podobno. Lubię na noc stosować kilka kropli olejów w połączeniu z kwasem hialuronowym i czasami także kolagenem z elastyną. Moja skóra przekonała się również do kwasów hydroksylowych, ale sama dobieram ich odpowiednie stężenie. I bezwzględnie stosuję wówczas zabezpieczenie w postaci kremów z filtrem przeciwsłonecznym. Kremy z filtrem stosuję również latem, licząc po cichu, że tym samym przedłużam młodość swojej skóry.

Większość kosmetyków wykonuję samodzielnie. Pamiętam zdziwione spojrzenia rodziny, kiedy orzekłam, że wykonam krem. Teraz zaraz, i to tu, w kuchni. I zrobiłam krem. A potem jeszcze tonik i drugi krem. Przez kolejne dwa tygodnie domownicy mijając mnie, rzucali ukradkowe spojrzenia, czy aby moja skóra nie zamierza odpaść, złuszczyć się, czy też zamienić w kamień. Na szczęście tak się nie stało, a moja skóra jest mi wdzięczna za takie nietypowe eksperymenty.

Jak wspomniałam na początku – Internet to wspaniałe narzędzie, trzeba tylko korzystać z niego z głową, nie wierzyć obcym i szukać raczej naukowych źródeł. Chyba że ktoś woli oglądać koty. Koty rządzą Internetem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*